RSS

Batiki – obrazy woskiem malowane

Obrazek

Tanzańskie batiki wywodzą się z afrykańskiej sztuki ludowej. Jak każda sztuka ludowa, są projektowane i wykonywane głównie dla turystów – jako pamiątki z egzotycznej podróży. Co wcale nie umniejsza ich piękna i uroku 🙂

Jak powstaje batikowy obraz?
Technika batiku jest połączeniem malarstwa i farbowania. Potrzebne jest płótno (w tym przypadku bawełniane), barwniki do tkanin oraz wosk, parafina i pędzelek lub specjalny lejek do ich nakładania. Lejek zapewnia większą precyzję zdobienia – podobnie jak przy zdobieniu woskiem pisanek.
Rozpoczyna się od nałożenia na białe płótno pierwszej warstwy mieszaniny wosku z parafiną – w miejscach, gdzie kompozycja ma pozostać biała. Następuje kąpiel w najjaśniejszym barwniku, np. żółtym i suszenie płótna. Kolejne nałożenie wosku – w miejscach, które mają pozostać żółte. Znowu suszenie, nałożenie wosku, kąpiel w następnym barwniku, suszenie. Cykl powtarzany jest do czasu użycia wszystkich kolorów przewidzianych przez projektanta.
Zwieńczeniem pracy jest delikatne (!) przeprasowanie płótna między warstwami papieru. Wtedy kolory nabierają intensywności i w pełni uwidacznia się krakelura – kolorowe żyłki powstałe przez wsiąkanie farby w spękania wosku.
Trzeba pamiętać, że cała powierzchnia tkaniny jest zawoskowana! Oprócz walorów estetycznych daje to korzyści praktyczne – zapobiega przed blaknięciem, chłonięciem wilgoci z powietrza i rozmazywaniem obrazu.

Obrazek

Co stanowi o niepowtarzalności batikowych dzieł?
Nie ma dwu identycznych batików. Nawet, jeśli ktoś chciałby dwa razy odwzorować ten sam motyw w tym samym cyklu barwienia, nie da się tego zrobić.
Dlaczego?
1. Nakładany wosk ma zawsze nieco inną temperaturę, przez co w różnym stopniu wsiąka w tkaninę.
2. Barwniki mają nieco inne stężenie i odcień.
3. Każdy kawałek płótna schnie z nieco inną szybkością.
4. Wosk pęka z różną intensywnością, na każdym płótnie tworząc odmienne wzory (inną sieć żyłek).
Wszystko to sprawia, że sprawiając batik sobie, lub darowując go komuś, czynimy prawdziwie oryginalny, niepowtarzalny prezent 🙂

Obrazek

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12/01/2014 w ciekawostki lokalne

 

Tagi: , , ,

Szczepienia potrzebne w Tanzanii

Jakie szczepienia przyjąć? Jak się ustrzec malarii?
To ważkie tematy i dość częste pytania, dlatego informuję:

Malaria – mało przyjemny stan (jak słyszałam), dlatego zawsze postępowałam zgodnie z zaleceniami medyków. Przy wyjazdach trwających do miesiąca: Malarone przyjmowane wg. schematu podanego na ulotce. Dlaczego Malarone? Znajomi medycy są zdania, że najmniej obciąża organizm. Trochę droga impreza, ale wolałam to, niż zamartwiać się każdym ukąszeniem, a komarów tu naprawdę nie brakuje!
Do tego repelenty. Jeśli chcesz zainwestować w odzież, to ubrania odstraszające komary spisują się całkiem dobrze – trzeba poszukać w sklepach turystycznych.
Słyszałam, że jest specyfik, który wystarczy przyjmować raz w tygodniu (zamiast Malarone dzień po dniu), ale nie znam jego nazwy.
Czasami ludzie sprzedają w Internecie resztówki opakowań – wychodzi trochę taniej. Prace nad szczepionką nadal trwają.
Teraz, przy dłuższym wyjeździe postępuję tak, jak osoby mieszkające tu na stałe: uważam. Tropię i neutralizuję komary. Czasami używam moskitiery.

Szczepienia, które przyjęłam.
1. Przeciwko żółtej febrze. Nie jest wymagane, ale czasami na lotnisku przed kontrolą paszportów sprawdzają żółte książeczki. Co by się stało, gdyby ktoś nie miał tego szczepienia? Hm… nikt z moich znajomych nie śmiał sprawdzić.
2. Przeciwko tężcowi. W każdej chwili mogę się czymś drasnąć, stanąć na nierównej powierzchni i skaleczyć stopę nie wiadomo czym – zupełnie niechcący.
3. Przeciwko durowi brzusznemu. W najlepszej restauracji, nie mówiąc o jadłodajniach, może zdarzyć się coś niedomytego (w sensie epidemiologicznym). Poza tym zyskuje się odporność na przypadłości duropodobne.
4. Przeciwko WZW typu A. W najlepszej restauracji… 🙂
Tylko cztery.
Zastanawiałam się nad szczepieniem przeciwko wściekliźnie, bo pełno tu wałęsających się psów. Często słyszy się o pogryzieniach. Wyczytałam, że profilaktycznie podaje się ten sam specyfik, co po pogryzieniu, więc zrezygnowałam – po co obciążać organizm i narażać się na nieprzyjemności szczepienia? W razie czego, mogę przyjąć po zdarzeniu.
W stacji szczepień trzeba spytać jak rozłożyć Zacznijmy od malarii.
Mało przyjemny stan, dlatego zawsze postępowałam zgodnie z zaleceniami medyków. Przy wyjazdach trwających do miesiąca: Malarone przyjmowane wg. schematu podanego na ulotce. Dlaczego Malarone? Znajomi medycy są zdania, że najmniej obciąża organizm. Trochę droga impreza, ale wolałam to, niż zamartwiać się każdym ukąszeniem, a komarów tu naprawdę nie brakuje!
Do tego repelenty. Jeśli chcesz zainwestować w odzież, to ubrania odstraszające komary spisują się całkiem dobrze – trzeba poszukać w sklepach turystycznych.
Słyszałam, że jest specyfik, który wystarczy przyjmować raz w tygodniu (zamiast Malarone dzień po dniu), ale nie znam jego nazwy.
Czasami ludzie sprzedają w Internecie resztówki opakowań – wychodzi trochę taniej. Prace nad szczepionką nadal trwają.
Teraz, przy dłuższym wyjeździe postępuję tak, jak osoby mieszkające tu na stałe: uważam. Tropię i neutralizuję komary. Czasami używam moskitiery.

Szczepienia, które przyjęłam.
1. Przeciwko żółtej febrze. Nie jest wymagane, ale czasami na lotnisku przed kontrolą paszportów sprawdzają żółte książeczki. Co by się stało, gdyby ktoś nie miał tego szczepienia? Hm… nikt z moich znajomych nie śmiał sprawdzić.
2. Przeciwko tężcowi. W każdej chwili mogę się czymś drasnąć, stanąć na nierównej powierzchni i skaleczyć stopę nie wiadomo czym – zupełnie niechcący.
3. Przeciwko durowi brzusznemu. W najlepszej restauracji, nie mówiąc o jadłodajniach, może zdarzyć się coś niedomytego (w sensie epidemiologicznym). Poza tym zyskuje się odporność na przypadłości duropodobne.
4. Przeciwko WZW typu A. W najlepszej restauracji… 🙂
Tylko cztery.
Zastanawiałam się nad szczepieniem przeciwko wściekliźnie, bo pełno tu wałęsających się psów. Często słyszy się o pogryzieniach. Wyczytałam, że profilaktycznie podaje się ten sam specyfik, co po pogryzieniu, więc zrezygnowałam – po co obciążać organizm i narażać się na nieprzyjemności szczepienia? A może podświadomie chciałam uniknąć „serii bolesnych zastrzyków” (hi, hi! kto jeszcze pamięta taki tekst?!). W razie czego, mogę przyjąć po zdarzeniu.
W punkcie szczepień trzeba spytać, jak rozłożyć szczepienia w czasie. Między niektórymi trzeba zrobić kilkutygodniową przerwę, więc dobrze jest wszystko zaplanować odpowiednio wcześniej.

Miłej zabawy!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 01/08/2013 w podróże

 

Tagi: , , , ,

Skutki zimy

Lokalna zima jakoś nostalgicznie mnie nastroiła. Wyjątkowo.

Smakowitego słuchania!
🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 08/07/2013 w refleksja

 

Tagi: , , , , ,

Poproszę o uwagę, przeczytam komunikat!

Pamiętasz z jakim wdziękiem Edytka czy Krysia czytały te słowa? Przypomnij sobie!

Oto dzisiejszy komunikat:
Wszystkie Osoby oczekujące ekscytującego pokazu slajdów z Wyprawy uprzejmie informuję, że większość zdjęć „się straciła” – nad czym niezmiernie boleję…

Na pocieszenie zagadka:

krzaczor

krzaczor

przy jakim krzaczorze stoję?

Jako podpowiedź niech posłuży fotka jego nasion:

krzaczor - podpowiedź

krzaczor – podpowiedź

Pomysły i odpowiedzi proszę umieszczać w komentarzach!
Całuski i dwie rybie łuski!
😉

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 29/06/2013 w ciekawostki krajoznawcze, podróże

 

Tagi: , ,

Czy warto być wolontariuszem?

dzieci z sąsiedztwa

dzieci z sąsiedztwa

Dostałam ostatnio list z pytaniem jak mi tu jest i czy „w ogóle warto było”.

Bardzo mi się te pytania spodobały. Oto zauważenia:

  1. „Wszystko co mam, noszę przy sobie” – jak mawiali starożytni. Towarzyszą mi te same nastroje co zwykle: czasami zamartwiam się, a czasami wpadam w zachwyt i euforię. Oczywiście, w tanzańskim klimacie o wiele łatwiej o pozytywne stany emocjonalne – wszak słońce świeci tu codziennie! Co prawda teraz, zimą, dopiero od południa, ale i tak bardzo podnosi na duchu!
  2. Wyzwaniem jest, że robię rzeczy, o których marzyłam, ale „jakoś się nie złożyło” bym zajmowała się tym w codzienności. Nadzwyczaj stresujące, ale jakże satysfakcjonujące!
  3. Żyję niespiesznie, z dnia na dzień. Plany i pomysły na codzienność „przemyśliwuję” w wolnych chwilach, bez gorączkowego roztrząsania co będzie jeśli czegoś nie zrobię WŁAŚNIE DZIŚ. Zastanawiałam się, skąd bierze się brak pośpiechu wśród lokalnych? Może to atawistyczne? My, westmeni, mamy zakodowane życie wg. rytmu przyrody: jeśli nie posieję/uprawię/zbiorę w odpowiednim okresie – nie przeżyję zimy. Afrykanie wiedzą, że codziennie można zebrać/kupić owoce i warzywa prosto z ogrodu i jest to stosunkowo tanie – nawet dla nich. Po co więc o cokolwiek zabiegać i martwić się? Z głodu się tu nie umrze, a do skromnego bytowania są przyzwyczajeni.
  4. Czuję, że jestem w sytuacji ekstremalnej. Uważam się za osobę dość nieśmiałą, a tu – wszystko nowe! Zajęcia, okolica, ludzie, zwyczaje! Jak w każdej sytuacji ekstremalnej, dowiaduję się o sobie czegoś zaskakującego i niewiarygodnego; uczę się nowych rzeczy z przedmiotu „sztuka życia i przetrwania”. Poza tym niezwykle budujące jest to, że mam pomysły na to, jak być w nowej codzienności, albo, że lokalni uczą się ode mnie przez naśladowanie („jak powiesić pranie, żeby szybko wyschło” czy „jak szybko i bezproblemowo obrać jajko na twardo” hi! hi!).
  5. Mogę z dystansu (cokolwiek to znaczy) zobaczyć moją polską codzienność. Przed- i powolontariacką.

Jak myślisz: czy warto było?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18/06/2013 w ciekawostki lokalne, refleksja

 

Tagi: , , , , ,

Archiwum X czy zaniedbanie?

NMR Beatrice

NMR Beatrice

Jak myślisz: czym jest biała masa ułożona od mózgu wzdłuż kręgosłupa?
Czy to obcy opisany w Archiwum X?
Nie, to zwykła (?) torbiel!

Przez lata Beatrice chodziła od lekarza do lekarza, na różnego rodzaju rehabilitacje i żadnemu ze specjalistów nie przyszło do głowy, że niewyraźny obszar wzdłuż rdzenia może być poważnym zagrożeniem.

Jeśli ktoś chce i może dożucić grosz na operację dziewczyny (10 000 USD + koszt miesięcznego pobytu w Nairobi – to już zagranica + powrot samolotem daje ok. 13 000 USD), proszę o zapoznanie się z zasadami donacji: http://umoja.com.au/joomla/make-a-donation.html
Jeśli ktoś ma pomysł, jak zdobyć kasiorkę na ten cel, proszę pisać.

Dzisiejsza wiadomość jest wyjątkowa i nie sądziłam, że kiedykolwiek taką napiszę. Sama dostaję wiele podobnych apeli, ale najbardziej poruszają nas te historie, które oglądamy z bliska. Ta historia trochę mnie zdenerwowała.

Czołem!

 
 

Tagi: , , , ,

witamy w Tanzanii!

Widać, że lotnisko w Dar es Salaam przyjmuje wielu obcokrajowców. Całe pliki deklaracji wizowych i pozwolenia pobytu! Długie stoły ustawione dla wygody przybywających. Zdaje się, że klienci są bywali w świecie, bo bo szybko sprawiają się z formularzami tak, że przy stole znajduje się nie więcej niż kilka osób na raz. Tłumek widać za t przy lotniskowej agendzie Immigration Office. Dlaczego tłumek, a nie kolejkę? Otóż, papiery, łącznie z „zielonymi”, zbiera krążąca wśród podróżnych urzędniczka i składa je w „budce”, gdzie opracowywane są przez 3 inne osoby. Oczekujący są imiennie wzywani do okienek. Okazuje się, że część światowców jest w Tanzanii po raz pierwszy. Na twarzach maluje się lekkie niedowierzanie, czasami szok. Przyznaję, zdjęcie odcisków wszystkich palców u obu rąk dla mnie też było przeżyciem. Teraz spotkała mnie miła niespodzianka: wystarczyły odciski tylko czterech palców (dla identyfikacji), a zamiast wklejki – jak przy pierwszym pobycie – w moim paszporcie znalazła się po prostu pieczątka.

Ciekawostką jest, że funkcjonują tu bagażowi. Z jednej strony jest to zabawne, bo chłopcy oferujący przewiezienie waliz stoją tuż przy wózkach, które każdy może sobie wziąć (bez żetonu!), z drugiej – ich dążenie do zarobienia kilku centów budzi refleksję i podziw. A niejedna starsza osoba pewnie z takiej usługi chętnie skorzysta.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 02/06/2013 w ciekawostki lokalne

 

Tagi: , ,